Wypalenie zawodowe – część I

  • Beata Kozłowska-Woda
  • 2018-02-28

Burnout, czyli wypalenie zawodowe to niemal powszechne zjawisko w zachodniej cywilizacji. W przeważającej mierze jest ono efektem naszych ambicji i chęci osiągnięcia sukcesu zawodowego, choć jest także związane ze współczesnym niewolnictwem, o którym niemal nikt nie chce dziś głośno mówić. Ponieważ temat jest obszerny i bardzo ważny, omówię go w dwóch częściach. Pierwsza część będzie dotyczyć jego objawów i jego faz rozwoju, a druga czynników, które wywołują wypalenie zawodowe oraz działań i postaw, które mogą nas przed nim uchronić.

CO TO JEST WYPALENIE ZAWODOWE?

W latach 80-tych XX wieku, dwóch naukowców: Maslach i Jackson zdefiniowali wypalenie zawodowe jako „psychologiczny zespół wyczerpania emocjonalnego, depersonalizacji oraz obniżonego poczucia własnych dokonań osobistych, który objawia się w określony sposób i występuje u osób pracujących z innymi ludźmi”.

WYCZERPANIE EMOCJONALNE

Czym jest? – chyba większość z nas wie, bo jeśli nie doświadczamy go na co dzień, to na pewno każdemu zdarzyło się czuć jak totalny flak :), czyli nie mieć siły i ochoty na nic. W takim stanie marzymy, żeby nic nie musieć. Najchętniej zapadlibyśmy w sen na co najmniej tydzień, mając nadzieję, że potem na nowo odnajdziemy siebie w sobie i energię do tego wszystkiego, co nas wcześniej cieszyło.

DEPERSONALIZACJA

Mówiąc krótko, to obojętność wobec otoczenia. Przejawia się ona zwiększeniem dystansu emocjonalnego wobec innych, brakiem zainteresowania cudzymi sprawami, a nawet brakiem troski wobec osób, które potrzebują pomocy i opieki. W stosunku do klientów charakteryzuje się traktowaniem ich przedmiotowo – jak numery lub kolejne sprawy do załatwienia. Gdy wypalenie się nasila, podchodzi się do ludzi, w tym klientów i współpracowników z pogardą, złośliwością i z ostentacyjną niechęcią.

NEGATYWNA OCENA WŁASNYCH DOKONAŃ

W tym przypadku mowa jest o negatywnym obrazie samych siebie. Zaczynamy negować własne dokonania zawodowe, zaniżając ich wartość, a potem podważamy własne kompetencje, uznając, że się nie nadajemy na dane stanowisko, bo brakuje nam wiedzy, inteligencji, energii lub umiejętności. Zaczynamy też bagatelizować wszelkie swoje dokonania, w wyniku czego przeżywamy coraz silniejsze negatywne emocje, które bezpośrednio wynikają z powyższych ocen i niekorzystnego nastawienia do siebie i swoich osiągnięć.

FAZY WYPALENIA ZAWODOWEGO

Wypalenie zawodowe nie powinno być powodem kpin i lekkich biurowych żartów, bo to poważna choroba, z którą jeszcze w pierwszej fazie, (najlepiej przy wsparciu najbliższych), jesteśmy sobie w stanie sami poradzić, . W kolejnych fazach już raczej nie – zwłaszcza trzecia wymaga pomocy terapeutycznej, gdyż nie dotyczy jedynie spadku formy i chwilowego „zagubienia”, lecz jest związana z wyniszczającymi nawykami, a nawet zmianami osobowości. Oto charakterystyka choroby:

I FAZA – OSTRZEGAWCZA

To moment, kiedy mądre ciało próbuje dotrzeć do nas i ostrzec nas na różne sposoby, że coś jest nie tak. Czujemy się w związku z tym przemęczeni zbyt dużą ilością obowiązków i zadań do wykonania, dlatego marzymy o wypoczynku, odliczając już od poniedziałku dni do piątku wieczorem – do słynnego piątunia. 🙂 Ale jak się okazuje, nasze zmęczenie jest tak ogromne, że nie jesteśmy się w stanie zregenerować przez weekend. Być może dlatego, że nie potrafimy oderwać myśli od pracy? Być może dlatego, że mamy inne sprawy na głowie – np. związane z rodziną i życiem osobistym, którymi też trzeba się zająć? Być może dlatego, że nie potrafimy wypoczywać, więc czas spędzamy na imprezowaniu, życiu towarzyskim, graniu po nocach lub na maratonach filmowych, na zakupach w galeriach handlowych lub na intensywnych treningach sportowych?
W związku z powyższym wzrasta w nas irytacja na przemian z coraz większym przygnębieniem. Wszystko i wszyscy zaczynają nas drażnić i przytłaczać. Raz nakręcamy swoje emocje, raz czujemy całkowity spadek energii i coraz większą obojętność. Żeby było tego mało, ciało alarmuje także poprzez ból i różne symptomy somatyczne związane ze stresem – pojawiają się skurcze, nerwobóle, problemy z oddychaniem i trawieniem, spada nam kondycja, zmniejsza się potencja, a mięśnie, zwłaszcza te w okolicach barków, karku i szczęk, stają się twarde jak kamień.
Gdybyśmy tylko mieli jeszcze kontakt ze swoim ciałem i odrobinę dystansu do siebie, może moglibyśmy się zreflektować i zabrać się za siebie, żeby w tym krytycznym momencie zatrzymać rozwój choroby wraz z jego następstwami.

II FAZA – ROZWÓJ SYMPTOMÓW

Kolejny etap dokłada kolejne dolegliwości. W tej fazie pod wpływem ogromnego zmęczenia i stresu stajemy się coraz bardziej obojętni na sprawy służbowe, ale też na te prywatne. Nie mamy po prostu siły na większe zaangażowanie i uwagę, dlatego zaczynamy się wycofywać i odmawiać współpracy. Każda próba ze strony innych, aby nas nakłonić do jakiegoś działania, inicjatywy czy choćby zobowiązania wiąże się z naszymi obronnymi reakcjami w postaci cynizmu, negowania działań innych osób oraz werbalnej agresji. Nie wytrzymujemy presji, nie mieścimy w sobie kolejnych informacji, a przede wszystkim nie jesteśmy w stanie znaleźć w sobie ani odrobiny miejsca na cokolwiek dodatkowego ponad to, co już mamy na głowie, a z czym przestajemy sobie dawać radę. Nie trudno zgadnąć, że takie zachowanie prowadzi do konfliktów z otoczeniem, zarówno w pracy, jak i w domu.
Brak odpoczynku i działanie na tzw. oparach powodują, że spada nam forma intelektualna i wydajność. Zamiast pozbywać się piętrzących się coraz bardziej hałd zadań i zobowiązań, one ciągle rosną, jeszcze bardziej nas przytłaczając i dobijając. Przestajemy widzieć światełko w tunelu – zaczynamy za to działać automatycznie, wyłączając po kolei różne nasze sprawności i „bezpieczniki”, żeby przetrwać… Brakuje nam pomysłów na rozwiązanie swojej sytuacji, bo już dawno nie jesteśmy kreatywni.

III FAZA – STADIUM CHRONICZNE

Konflikty zewsząd panoszą się na dobre i już na stałe są już wpisane w nasze życie. Ich eskalacja powoduje, że czujemy się bardzo samotni i nigdzie niezrozumiani – nie mamy już na kim polegać i na kogo liczyć, bo wszystkie relacje po drodze zniszczyliśmy i unieważniliśmy. Być może rozpada się rodzina, być może nie mamy już do kogo zadzwonić, a w pracy widzimy tylko wrogów czyhających na nasz koniec. Rozpacz z powodu naszej bezradności i izolacji społecznej oraz z ogólnej bezsilności jest tak wielka, że coraz rzadziej ukrywamy nasze silne emocje i coraz częściej wybuchamy w niekontrolowany sposób.
Nasze ciało już nie puka do nas łagodnie, ale szturmuje, dlatego ulegamy poważnym schorzeniom psychosomatycznym – być może pojawiają się tiki nerwowe, częściowe paraliże różnych partii ciała, bezwłady kończyn, nieustające migreny, kolki i inne bardzo dotkliwe objawy permanentnego stresu. Niestety to nie koniec. Stan wyczerpania organizmu jest tak wielki, że nie jesteśmy w stanie spać, co byłoby dla nas w tym momencie ratunkiem w odzyskiwaniu energii. Zapadamy w depresję, bardzo często w uzależnienia, a machina nabiera rozpędu, nad którym nie mamy żadnej kontroli. Zaczynamy tracić wszystko, na czym nam zależało w życiu, dlatego w rezultacie pojawiają się myśli, a potem próby samobójcze…

NO COMMENT, A JEDNAK COMMENT

Tak można by powiedzieć, bo i cóż tu dodawać… Obraz jawi się bardzo przygnębiający, bo i choroba niewesoła.
Nie piszę jednak tego wszystkiego po to, żeby straszyć i przygnębiać, ale po to, żeby pomóc. Być może rozpoznaliście u siebie lub u znajomych któreś z wymienionych objawów lub nawet faz wypalenia. Warto się w związku z tym zastanowić nad sytuacją i zrobić wszystko, żeby zatrzymać to złowieszcze koło, które miażdży, jeśli się w nie bezwolnie wkręcamy.
Dlatego w kolejnym odcinku, napiszę o tym, na co należy uważać, żeby nie wpaść w ten młyn oraz co możemy sami zrobić, żeby sobie pomóc. Jeśli zaś ktoś z Was lub waszych znajomych potrzebuje pomocy, zapraszam do kontaktu: http://kozlowskaterapia.pl/kontakt/

 

Ilustracja: Peter Ravn