Witaj porażko! Czyli jak sobie z nią poradzić.

  • Beata Kozłowska-Woda
  • 2018-07-01

Ta mała prowokacja w tytule nie oznacza, że straciłam rozum.  🙂 Poprzez ten tekst chciałabym udowodnić, że niemal ze wszystkiego można czerpać siły i satysfakcję – nawet z tego, czego wolelibyśmy uniknąć, czyli na przykład z porażek. Oto dowody – zapraszam.

STAN NA WEJŚCIU – ŻABA, JAKA JEST, KAŻDY WIDZI.  🙂

Dziś niepolitycznie jest używać słowa porażka. W pewnych środowiskach lepiej mówić „wyzwanie”, bo podobno słowo porażka jest nacechowana negatywnie i może zniechęcać do dalszych działań. Może coś w tym jest. Jak zwał tak zwał – używając tego określenia, chodziło mi o sytuację, kiedy coś nam się nie udało, kiedy nasze plany wzięły w łeb, kiedy poczuliśmy zawód z powodu innych i samych siebie.

PORAŻKA, CZYLI ŁYKANIE ŻABY

Niejednokrotnie pisałam o tym, że nasze sprytne organizmy starają się nie komplikować sobie samoobsługi i oszczędzać energię wszędzie gdzie się da, dlatego tak wiele naszych działań to działania nawykowe. Nie inaczej jest w przypadku reagowania na sytuacje stresowe, na przykład te dotyczące wspomnianych porażek, kłopotów czy nieudanych projektów. Jeśli nawyk, to i wyuczony, i wielokrotnie przećwiczony przez nas schemat postępowania. Jego rodzaj jest zależny od tego,w jaki sposób w dzieciństwie nauczono nas reagować na trudne sytuacje. Może obserwowaliśmy rodziców, jak sobie radzą, może też dano nam lekcje na ten temat i wspierano nas, żebyśmy się nie załamywali i nie poddawali. A może chroniono nas przed wszystkim, co trudne, dlatego niewiele mogliśmy sami doświadczyć?

Pewnie różnie bywało. Część z nas niestety nie miała szansy na pozytywny przykład i świadomą naukę, jak postępować, żeby sobie nie szkodzić. Pewnie dlatego w takich sytuacjach zazwyczaj reagujemy dużym stresem, smutkiem, a nawet rozpaczą i wyrzutami sumienia, które podsycamy arcykrytycznym podejściem do siebie. Nie trzeba dodawać, że taka taktyka nie może nam służyć.

JAK ODCZAROWAĆ TĘ ŻABĘ?

Jakie jest więc rozwiązanie? Oczywiście zmiana nawyków. Wiem, że mówi się łatwo, gorzej zmiany wprowadzać w życie, ale przecież to od nas zależy czy chcemy mieć je przyjemniejsze i korzystniejsze dla nas czy nie. W sumie nikt nas do niczego nie zmusza. Dlatego swoje przemyślenia i doświadczenia kieruję do tych, którzy chcieliby zmienić swoje tendencje do dołowania się i uderzanie we własną moc i wartość w chwilach, gdy się nie udaje. Zachęcam więc od razu do następujących, w sumie bardzo prostych działań.

  • Pierwszy krok: ZATRZYMAĆ SIĘ

To kluczowy moment, dlatego potrzeba jakiejś „sztuczki”, żeby przerwać nawykowy i wyuczony przez nas ciąg zachowań. Zanim pogrążymy się w rozpaczy, autokrytyce lub obwinianiu świata i innych o całe zło, trzeba szybko wykonać czynność, która wyrwie nas ze schematu. Dobierzmy ją, kierując się kluczem zmysłów. Na początek sprawdźmy lub przypomnijmy sobie, które zmysły dominują u nas w odbiorze świata. Czyli np. jeśli to dotyk i ruch, to w momencie, kiedy nawykowo zaczynamy dołowanie i roztrząsanie tematu, klaśnijmy, uszczypnijmy się lub poklepmy z energia po policzkach itp. Jeśli to słuch – uruchommy wybrany alarm w telefonie, włączmy konkretny utwór lub dźwięk – a może sami go wydajmy z siebie? Jeśli wzrok – popatrzmy na jakiś przedmiot, który z łatwością i bez skrępowania możemy nosić przy sobie – może jakaś bransoletka, może jakiś amulet?  Chodzi o to, żeby był to jeden bodziec, który będziemy za każdym razem wykorzystywać w tej wybranej sytuacji. To taki trening w stylu psa Pawłowa, bo nawyki bez wątpienia wpisują się w behawioryzm, czyli trzeba zapamiętać i uruchomić bodziec, który wywoła odpowiednie uczucia i sprowokuje konkretne działania. W tym przypadku chodzi o wytrącenie nas z ruminowania.

  • Drugi krok: ZMIENIĆ DZIAŁANIE

Po wykonaniu wybranego działania stopującego, podejmijmy zastępczo (zamiast żalenia się i zasmucania) konstruktywną i absorbującą mózg czynność. Proponuję otwarcie swojego prywatnego notesu lub wyciągnięcie kartek z drukarki, po to, żeby pisemnie (to bardzo ważne!) odpowiedzieć na następujące pytania: czego w tej sytuacji (porażki) dowiedziałam/em się o sobie? A potem, czego uczy mnie ta sytuacja? Co mogę w przyszłość zmienić, żeby nie powtórzył się ten niepożądany efekt?
Spiszmy te wnioski, a z pewnością, jeśli się należycie skoncentrujemy i nie pozwolimy na wyłażenie gdzieś spod pachy smutkowi czy krytycyzmowi, będziemy mieć wspaniałe, bo oparte na własnym doświadczeniu patenty na przyszłość oraz wiedzę na własny temat. Pamiętajmy jednak, że pisząc, nie szukamy minusów! Skupiamy się na konstruktywnych, czyli pomocnych i wspierających nas wnioskach, z których będziemy mogli w przyszłości skorzystać. A więc jeśli nawet sami zawaliliśmy, to wyciągnijmy prostą naukę – np. w przyszłości poświecę więcej czasu na przygotowanie się lub zdobędę więcej informacji (wiedzy), bo teraz mi jej zabrakło. Albo: nie skorzystam z pomocy tej osoby, bo mnie zawiodła itd., itp.

  • Trzeci krok: ZAMKNĄĆ PROCES

Aby głowa mogła być wolna i spokojna, a proces prawidłowo zakończony, trzeba zamknąć go jakąś klamrą. Czyli przy kartce siedzimy dotąd aż spiszemy wszystko, co nam przychodzi do głowy, żeby później po czasie nie powracać do tematu i nie stwarzać pretekstu do narzekania lub użalania się. Gdy skończymy, dla podkreślenia tego finału, możemy sobie coś powiedzieć – typu: „ok, głowa do góry, to była dobra robota” lub „w porządku, tak jest dobrze”, „ok, Iwona/Paweł –jesteś niezła/y”, „Dzięki babo/gościu – jesteś dzielna/y” – itd. Można też dodatkowo wykonać jakiś gest – np. z rozmachem zamknąć zeszyt, poklepać się po ramieniu, cmoknąć itd. Tak ja wyżej pisałam, zróbmy to, co ciało podpowiada, żeby cała sytuacja, mimo swej nowości i dziwności na początku, była jak najbardziej naturalna dla nas.

JAKIE PLUSY TYCH MINUSÓW :)?

Ilustracja z żabkami w sumie jest sympatyczna.  🙂 I oto chodziło, bo tak właśnie jest z porażkami. Kojarzą się źle, a paradoksalnie mogą być nam pomocne w naszym rozwoju i dojrzałości życiowej, czyli mają w sobie też wpisane dobro. Jeśli stać nas na niestandardowe myślenie i dojrzałość życiową, być może dojdziemy w końcu do wniosku, że wszelkie nieudane sprawy w życiu to dla nas prezent. To szansa od losu, żeby móc zdobywać mądrość życiową, nabierać odwagi i siły wewnętrznej oraz rozwijać się także duchowo.
Pomyślmy sobie zatem, że to, co nieuniknione, czyli trudne chwile – momenty, kiedy nie idzie nam po naszej myśli to niekoniecznie czyste zło i katastrofa, ale szansa dla nas, żeby wzrastać w naszym człowieczeństwie. To szansa na to, żeby w przyszłości móc sobie lepiej radzić oraz móc mądrze doradzać swoim dzieciom lub przyjaciołom. Spróbujmy patrzeć na porażki z ciekawością i uważnością. Bo to, co teraz chwilowo może zaboleć, może być przez nas przekute na mądrość, moc i odwagę. Spróbujmy, a po czasie przekonamy się, że życie nie jest w stanie nas przytłoczyć i wystraszyć. Przeciwnie, będzie dla nas piękną przygodą, na którą codziennie z radością czekamy.  🙂

PS. A żabki, przyznacie, sympatyczne. I jakie pomysłowe i praktyczne! Prawie tak jak my ludzie wobec własnych porażek. 😉