Nie rezygnuj tak szybko!

  • Beata Kozłowska-Woda
  • 2018-11-26

Codziennie mamy jakieś zadania lub jakieś całkiem osobiste plany. I codziennie wielu z nas te plany, a czasem wielkie marzenia porzuca. Dlaczego rezygnujemy z tego, co dla nas ważne? Dlaczego niektórzy z nas robią to częściej niż inni?

REZYGANCJA NIEJEDNO MA IMIĘ

Rezygnować można z wielu spraw – planów, zobowiązań, spotkań cyklicznych lub nie, z dbania o siebie, związek lub rodzinę, przyjemności, doskonalenia się i angażowania się w coś itd., itd. I tak jak wiele obszarów, w których odpuszczamy, tak też wiele stylów i powodów odpuszczania. Przyjrzyjmy się choćby tym kilku:

  • IMPULSYWNOŚĆ

Impulsywność, brak cierpliwości i nieopanowana emocjonalność kojarzy mi się ze swego rodzaju niedojrzałością. Dlatego, że przypomina mi reakcję dziecka, które chciałoby od razu otrzymać wszystko, czego w danej chwili chce.  A jak nie, to się obrazi albo zacznie wydawać z siebie dźwięki o skali i różnorodności, która zadziwiłaby niejednego badacza odgłosów przyrody. J wydaje się, że człowiek dojrzały powinien wiedzieć, że większość celów nie jest do zrealizowania zaraz po pstryknięciu palcami, że najczęściej to długotrwały, a przy tym niekiedy żmudny lub niełatwy proces. Dlatego rezygnacja przy pierwszej napotkanej trudności wydaje się być po prostu dziecinna.

  • STRACH PRZED PORAŻKĄ

Zdarza się niestety nie tak rzadko, że porzucamy nasze plany, nawet te będące w toku realizacji, tylko dlatego, że bardzo boimy się niepowodzenia. I nie chodzi tu jedynie o to, że po prostu może nam się coś nie udać, ale przede wszystkim o to, jak to niepowodzenie będzie przyjęte przez innych i o czym będzie świadczyć. Oczywiście zestresowane takim obrotem rzeczy osoby od razu pomyślą o sobie i swoim wizerunku – że będzie nadszarpnięty, a może wręcz zniszczony… Nie przyjdzie im więc nawet do głowy, że przedwczesna rezygnacja nawet nie dam im szansy na to, żeby mogły odnieść jakikolwiek sukces, ale także to, że takim właśnie postępowaniem podważają swoją siłę wewnętrzną i opinię na temat swojej sprawczości.

  • ODWLEKANIE

Odwlekanie i coraz mniejsze zaangażowanie to też rezygnacja, tyle że dokonywana na raty. Można by powiedzieć, że to taka gierka z samym sobą: „ nie mówię nie, ale nie mówię też tak”, czyli udaję przed sobą, że coś robię, nie robiąc nic albo coraz mniej. Odwlekanie wiąże się z brakiem odwagi przed działaniem i oczekiwaniem (świadomym lub podświadomym) na rozwój sytuacji, czyli jakąś zewnętrzną ingerencję, która „jakoś” wpłynie na te nasze rozbabrane plany. Skutek tego jest jeden – rośnie w nas poczucie niemocy, bezradności oraz przekonanie, że nasze osiągniecia są zawsze warunkowane cudzym wsparciem lub kierownictwem. I tak właśnie podcinamy sobie skrzydła, a nawet oddajemy je w użytkowanie innym.

  • LĘK PRZED NOWĄ TOŻSAMOŚCIĄ

I jeszcze jeden, być może niespodziewany przypadek: lęk przed zmianą tożsamości. O jakiej tożsamości myślę? – o tożsamości nieudacznika lub ofiary (losu). Niestety tak to bywa, że gdy z jakichś powodów przylgnie do nas łatka, to czasem trzyma się naszej powłoki ziemskiej całkiem mocno, bo sami ją podtrzymujemy. Działa to tak: gdy słyszeliśmy chociaż raz, że i tak nam się nie uda, to jeśli zgodzimy się (choćby podświadomie) z taką opinią, to przy pierwszych trudach zrezygnujemy ze starań o nasz cel. To, co wtedy najprawdopodobniej przyjdzie nam do głowy to to, żeby jak najszybciej się wycofać, bo może na tym etapie „nasza porażka” nie będzie zauważona, a po pewnym czasie, wraz z dalszym zaangażowaniem mogłaby być jeszcze większa, wiec przyniosłaby większy wstyd… Jakaż szkoda, że sami potrafimy sobie tak szkodzić, nie dając sobie nawet cienia szansy na to, żeby poznać naszą moc, która z pewnością w nas jest, ale nigdy nie została nawet wypróbowana, bo przyjęliśmy kiedyś cudzą opinię jako swoją… tożsamość.

KORZYŚCI Z NIEPORZUCANIA

Wymienię je niemal jednym tchem, bo wynikają one wprost z powyższych rozważań. Oto skondensowana lista profitów niepoddawania się:

  • Staniemy się bardziej odporni na przeciwności losu
  • Nauczymy się cierpliwości, więc będziemy też bardziej opanowani w swych reakcjach
  • Skutecznie osłabimy naszą impulsywność i skłonność do nadmiernego emocjonowania się
  • Wzmocnimy trzeźwy osąd i racjonalne myślenie
  • Będziemy stale nabywać doświadczania życiowego i powiększać zasoby naszej mądrości
  • Staniemy się bardziej kreatywni i zaradni życiowo, dzięki czemu nasze horyzonty umysłowe znacznie się poszerzą
  • Z pewnością lepiej poznamy samych siebie w każdym wymiarze, co dam nam szansę na wspaniały rozwój

NA ZAKOŃCZENIE MĄDROŚĆ OCZYWISTA 🙂

Powtarzam to przy różnych okazjach i powtarzać będę: to, co wydarza się w naszym życiu, to tylko sytuacje, które mają nas czegoś nauczyć, to tylko informacje, a nie porażki i sukcesy!  Bo słowa wiążące się z oceną tak naprawdę niczemu sensownemu nie służą poza tym, że albo łechcą nasze ego, albo je niepotrzebnie przypalają wstydem i upokorzeniem. A nam do świetnego prosperowania ego jest w ogóle niepotrzebne! Potrzebna jest za to wiara w siebie płynąca z naszego serca i wzmocniona mądrością wyprodukowaną w naszych nie byle jakich głowach noszonych na szyi nie od parady przecież.  🙂
Dlatego traktujmy przeciwności losu i to, co nazywa się potocznie porażką jedynie jako wiedzę i element doświadczenia życiowego, które jest naturalne i wspierające nas, jeśli je zrozumiemy i kiedyś w przyszłości zastosujemy.

Ps. Kolejny tekst o wyjątku od reguły, czyli o tym, kiedy trzeba zrezygnować.