Kryzys emocjonalny to nie koniec świata

  • Beata Kozłowska-Woda
  • 2018-03-22

Sama myśl o kryzysie u wielu z nas powoduje chęć ucieczki lub zmiany tematu na inny. Co dopiero, gdy naprawdę się pojawia… Artykuł nie będzie jednak straszył ani przygnębiał. 🙂 Wręcz przeciwnie, spróbuję przekonać nieprzekonanych, że to niechciane, ale nieuniknione w życiu każdego z nas doświadczenie, może mieć jakiś sens. Zapraszam do czytania.

CZYM JEST KRYZYS EMOCJONALNY?

Kryzys emocjonalny to moment, kiedy mamy poczucie, że wali się nasz świat lub jego część. To chwile pełne silnych emocji, nad którymi z wielkim trudem panujemy lub całkowicie się im poddajemy. Towarzyszy temu poczucie braku siły na cokolwiek, a już najmniej na to, żeby coś od nowa budować. To czas, kiedy walczą w nas przeciwstawne tendencje – siła życia oraz opór przed działaniem i mierzeniem się z tym, co dla nas trudne.
Ktoś słusznie mógłby powiedzieć: a niby jak inaczej mielibyśmy reagować, gdy tracimy pracę, dom, przyjaciela, gdy my sami lub ktoś bliski zapada na ciężką chorobę, gdy doświadczamy zdrady partnera, gdy oblewamy bardzo ważny egzamin i w końcu… gdy umiera nam bliska osoba?…
Oczywiście powodów kryzysu emocjonalnego jest wiele, a ich waga różna, w zależności od tego, co się dzieje i jaka jest nasza odporność na przeciwności losu. Generalnie można by powiedzieć, że kryzys jest związany z jakąś wielką  stratą, która jest na tyle duża, że dekonstruuje nasz świat, a przez to wybija nas z naszego rytmu życia, planów, systemu wartości i przekonań, jaki stworzyliśmy i według których dotychczas żyliśmy.

I CO DALEJ?

Początkowo mało co sobie uświadamiamy, bo głównie odczuwamy emocje. W zależności od naszych temperamentów i nawykowego sposobu radzenia sobie z nimi albo je silnie uzewnętrzniamy, albo w mniejszym lub większym stopniu maskujemy, skrywamy lub tłumimy. Oczywiście zdrowiej jest się mierzyć z emocjami na bieżąco, ale nie o tym ten tekst. Po pierwszym szoku, przychodzą refleksje, z którymi staramy się jakoś poradzić. Ale intensywny natłok myśli i ciągle żywych emocji zazwyczaj nie pozwala nam od razu dojść do jakichś konstruktywnych wniosków. Pojawiają się różne myśli – czasem motywujące i dodające wiary w siebie, czasem przynoszące jedynie zwątpienie i niewiarę w cokolwiek.

Jednak nadchodzi w końcu moment, kiedy emocje powoli gasną i pojawia się czas decyzji i pytanie, co dalej? Czy podnosimy się z gruzów i budujemy symboliczny nowy dom czy też trwamy w zgliszczach i marniejemy wraz z nimi? To trudna chwila, bo wiele naszych sił spożytkowaliśmy wcześniej na przeżywanie straty. Ale nie ilość naszej energii jest w tym momencie kluczowa, ale nasza decyzja o zmianie i gotowość na okazanie sobie pomocy. Wiem, co mówię, bo właśnie w terapii także ten moment jest newralgiczny, więc analogicznie pojawia się pytanie: czy decyduję się na zmianę w życiu, mimo że to nie łatwe czy też zostawiam wszystko tak jak do tej pory i godzę się na cierpienie w niechcianej, ale znanej sobie „ruderze życia”?

NASZE STRACHY

Gdy spojrzymy na sytuację z dystansu, nie będąc w kryzysie lub już po jego przejściu, dziwimy się – nad czym się tu  w ogóle rozwodzić? –być może też myślimy:  trzeba działać i dbać o swoje życie, warto patrzeć w przyszłość.
To racjonalne, ale wcale nie tak oczywiste i łatwe dla osób, którym niedawno doświadczyły czegoś naprawdę trudnego w życiu. Dlatego pojawia się przeszkoda, wielki hamulcowy wszelkiego rozwoju – lęk. Przed czym?  Obawiamy się  najprawdopodobniej:

  • że sobie po prostu nie poradzimy,
  • że trzeba będzie prosić o pomoc, a to dla nas trudne,
  • że nie starczy nam sił i wytrwałości, żeby zrealizować nowe cele, bo już czujemy się bardzo zmęczeni,
  • że będą chwile, kiedy nie będziemy czuli się bezpiecznie i przyjdzie nam stąpać po grząskim terenie, a tego dotychczas unikaliśmy,
  • że trzeba będzie przyznać się przed sobą do własnej bezsilności, słabości, kruchości, braku panowania nad życiem, do tego, ze unikamy odpowiedzialności,  a to dla nas wstydliwe i trudne,
  • że być może przyjdzie nam zmierzyć się z faktem, że nasze przekonania i pewniki okazały się złudzeniami,
  • że niekiedy poczujemy się samotni lub zależni w jakichś sferach od innych ludzi… itd.

Tych strachów może być w nas więcej. Są naturalne w takiej sytuacji, ale nie powinny być rozwijane i nie powinny stać się powodem rezygnacji ze starań, aby uzdrowić nas samych i polepszyć swoją sytuację życiową.
Pamiętajmy, że nie mamy się rzucać na oślep na zmianę, ale zależnie od naszej siły, w danym momencie robić kroki – mniejsze lub większe – ale naprzód. I najlepiej by działo się to przy wsparciu innych osób. Pozwólmy sobie pomagać – to piękne i bardzo ludzkie. W tym też tkwi nasza siła: zaakceptować własną sytuację i pozwolić sobie na pomoc, kiedy tego potrzebujemy!

KRYZYS JAKO SZANSA

Każdy kryzys to szansa na nasz rozwój, bo jak mówią mędrcy: koniec starego jest początkiem nowego. 🙂
Wbrew temu, jak może się nam wydawać, kryzys może się wiązać z wieloma korzyściami. Jeśli świadomie przejdziemy proces i pogodzimy się z sytuacją, wzmocnimy się. Na dowód tego wymienię pięć, według mnie fundamentalnych korzyści wynikających z doświadczenia kryzysu:

  • ZMNIEJSZENIE ILOŚCI TŁUMIONYCH I WYPIERANYCH EMOCJI

Wiemy już jak działamy w emocjach, wiemy, że nie trwają wiecznie, mimo iż mogą być silne. Jeśli przeżyjemy emocje i odpuścimy je, nie skumulujemy ich w ciele, czyli będziemy zdrowsi, co objawi się np. większą energią i radością życia.

  • ZWIĘKSZENIE POCZUCIA WŁASNEJ WARTOŚCI, SPRAWCZOŚCI I PEWNOŚCI SIEBIE

Istnieje powiedzenie: co nas nie zabije, to wzmocni. Pewnie coś w tym jest, bo gdy dotknie nas  kryzys, a my świadomie go przejdziemy, zamiast chować się, to z pewnością poczujemy, że choć w życiu nie na wszystko mamy wpływ, to wiele w nim możemy zmieniać na naszych warunkach i po naszej myśli. Nasza sprawczość, która objawia się podczas działania (zwłaszcza w tak trudnych okolicznościach) niewątpliwie daje nam siłę wewnętrzną, jest powodem do dumy ze swej postawy,  a to przekłada się na większą pewność i zaufanie do siebie.

  • REDUKCJA LĘKU I ZDROWSZE PODEJŚCIE DO NIEGO

Gdy przekonany się, że nasze strachy to były strachy na lachy i że mimo ich negatywnego wpływu, daliśmy radę, zawalczyliśmy o siebie, nie poddaliśmy się apatii, to poczujemy nie tylko wielki szacunek do siebie, ale też większą odwagę w mierzeniu się z lękiem. To bardzo cenne, bo lęk często hamuje wiele cennych inicjatyw i niweczy nie jedno marzenie.

  • ZWIĘKSZENIE EMPATII I ROZUMIENIA INNYCH LUDZI

Doświadczenia kryzysu prawdopodobnie polepszą nasze relacje z ludźmi, bo z większą uwagą i wyrozumiałością popatrzymy nie tylko na swoje, ale i cudze potknięcia.  Być może zmniejszymy swój dotychczasowy krytycyzm, a staniemy się bardziej otwarci i wyrozumiali? Być może będziemy bardziej ciekawi ludzi i świata, bo wyzbędziemy się uprzedzeń i nazbyt stereotypowego spojrzenia na wiele spraw?

  • ZWIĘKSZENIE DOŚWIADCZENIA I MĄDROŚCI ŻYCIOWEJ, KTÓRA UTRWALA  POCZUCIE SENSU ŻYCIA

I ta ostatnia korzyść – według mnie nie do przecenienia – mądrość życiowa. To skarb, bo to m.in. wiedza o tym, jak sobie radzić w życiu, co odpuszczać, a gdzie działać z determinacją. Dzięki doświadczeniu życiowemu mamy szansę na weryfikację naszych wartości życiowych i przekonań na swój i jego temat. A gdy okazuje się, że mamy poczucie wewnętrznej harmonii między naszymi myślami i uczuciami, że godzimy się na to, jak to życie płynie, mamy też kojącą pewność, że życie ma sens.

NA KONIEC

Zdaję sobie sprawę, że być może nie wszystkich przekonałam tym artykułem. U sceptyków liczę chociażby na refleksję i na nie odrzucanie a priori wszystkich argumentów. Wiem, że w chwili kryzysu trudno o spokój i dystans, ale wiem też z własnego doświadczenia, że zawsze on jednak po czasie przychodzi i wtedy naprawdę można dostrzec pozytywne aspekty kryzysu. A może z czasem uda się pokonać w sobie lęk przed nim? A może także gniew i rozpacz? Kto wie?  Refleksja i praca nad sobą na pewno nie zaszkodzą. 🙂

A na koniec deser – wspierające słowa  Davida R Hawkinsa:

„Przechodzenie przez kryzysy życiowe czyni nas bardziej ludzkimi, współczującymi, akceptującymi i rozumiejącymi samych siebie oraz innych. Nie musimy już dłużej oddawać się negatywnemu ocenianiu innych ludzi i siebie. Poradzenie sobie z kryzysem daje mądrość i niesie korzyści na całe życie. (…) Gdy tylko przejmiemy dowodzenie nad naszymi uczuciami, lęk przed życiem się zmniejszy. Odczujemy wówczas większą pewność siebie i będziemy gotowi podjąć większe wyzwania, ponieważ będziemy pewni, że poradzimy sobie z ich emocjonalnymi konsekwencjami, jakiekolwiek one będą. Ponieważ strach jest podstawą wszelkich zahamowani, opanowanie strachu oznacza odblokowanie całych obszarów życiowego doświadczenia, którego do tej pory unikaliśmy.”

Ilustracja: Mario Sanchez Nevado